Autor: marcinkesek
Data publikacji: 2012-04-21
Kategoria: Reportaż/Dokument
Odbiór zdjęcia
Odsłon
1074
Komentarzy
28
Ulubionych
1
Analiz
0
Oceny i wyróżnienia
Liczba ferii
46
Wynik głosowania
Wyniki głosowania widoczne tylko dla administracji
Kontra
0
Publikacja w FB
NIE
Dane techniczne
Technika
-
Format
-
Pies, którego kawałek historii chciałem Wam dzisiaj opowiedzieć wabi się Tuptuś. Wiem, że w pewnym sensie nasza przyjaźń była takim trochę przeznaczeniem (może myślicie, że teraz żartuje, ale tak nie jest). Tuptuś od małego mieszkał u sąsiadów jednak zawsze podszedł do siatki ogrodzeniowej aby się ze mną przywitać no i oczywiście abym mógł go trochę przekupić przekąską.. :) Mijały dni i przyjaźń coraz bardziej narastała i czasami coraz częściej lądował w naszym ogrodzie. W końcu po tych kilku tygodniach postanowiłem zapytać sąsiadów czy nie chcieliby zamiast niego jakiegoś innego psa. Normalnie bym tego pewnie nie zrobił, ale Ci sąsiedzi chcieli dać go na łańcuch (takiego psiaka). Oczywiście na początku nie zgodzili się, ale nie poddawałem się i raz po raz próbowałem ich przekonać, że znajdę im lepszego psa,k tóry bardziej od Tuptusia nada się na łańcuch (chociaż i tego tak naprawdę nie chciałem). Pewnego dnia wychodząc na pole po prostu zamarłem.. Piesek był na łańcuchu i leżał bardzo smutny spoglądając na mnie swoimi ślepkami.. Wtedy już po prostu nie mogłem wytrzymać i zacząłem błagać sąsiadów, aby go mi zostawili.. Poprosiłem brata żeby do nich zagadał, bo lepiej znał się z tym sąsiadem..
P.S. ciąg dalszy tej historii w komentarzach pod zdjęciem,bo w opisie zabrakło miejsca..
Poszedł tam podczas mojej nieobecności w domu i jak wróciłem to byłem wniebowzięty gdyż brat już na naszym ogrodzi bawił się z psem.. Poszedł z pieniążkiem i flaszką ;) do sąsiada i w końcu odetchnąłem z ulgą :) tak się wszystko zaczęło.. Tak zaczęła się prawdziwa przyjaźń.. Trzymaliśmy się praktycznie cały czas razem. Można powiedzieć, że rozumieliśmy się lepiej niż czasem my ludzie sami z sobą poprzez słowa.. Wspominam go do dzisiaj, bo był zawsze moim wiernym kompanem w każdej mojej podróży plenerowej i zawsze kiedy tylko brałem aparat do ręki to on już wiedział, że będzie przygoda i od razu wybiegał przed drzwi żeby mu je otworzyć. W samochodzie też zawsze był przede mną i mógł ze mną jeździć na okrągło z pyszczkiem wychylonym przez szybę. Od kiedy mieszkał u nas w domu to był wiernym kompanem podczas moich plenerów.. Tutaj przypomina sobie przede wszystkim 2 z nich..
Nigdy nie zapomnę jak pierwszy raz zabrałem go w miejsce gdzie pięknie widać Tatry (Gliczarów Górny). Był to równocześnie pierwszy plener gdzie Tuptuś widział góry z bliska. Gdy tylko otworzyłem drzwi mój pupil od razu zwrócił się w kierunku Tatr, przysiadł i tak siedział przyglądając się im z dobre 10minut. Niesamowite zrobiło to na mnie wrażenie i mogłem to porównać tylko z tym jak sam nie raz siedziałem przed świtem np. na Trzech Koronach czekając na światło.. Tak właśnie to wyglądało:
Kolejnym wspomnieniem był plener w burzową noc. Tej nocy udowodnił mi, że nawet burza mu nie straszna. Przygotowując się do zrobienia zdjęcia, czyli po otworzeniu klapy bagażnika i ustawieniu aparatu na statywie mój pupil od razu ustawił się w kierunku burzy z zaciekawieniem się jej przyglądając. W pewnym jednak momencie kiedy burza zaczęła zmierzać prosto w naszą stronę popatrzył na mnie swoim przenikliwym spojrzeniem jakby chciał powiedzieć "wystarczy na dzisiaj, zmywajmy się stąd"..
Piszę wszystko w czasie przeszłym gdyż Tuptuś zaginął w styczniu tego roku. Po prostu poszedł i już nie wrócił.. Szukałem go wiele razy w wielu już miejscach, ale przepadł się bez śladu.. Przypuszczeń jest wiele, ale najgorsza jest właśnie ta jedna wielka niewiadoma-gdzie jest, czy żyje i czy jeśli żyje to jest mu dobrze tam gdzie może być.. Taka właśnie jest historia mojego prawdziwego przyjaciela.. Ciągle jednak wierzę, że kiedyś jeszcze się odnajdzie i będzie jak dawniej..
Zdjęcie obrazuje jego prawdziwość-wzrok ciekawy Świata i prawdziwa radość w nim drzemiąca była jego znakiem rozpoznawalnym.. Oto właśnie jest mój prawdziwy Przyjaciel- TUPTUŚ
podobnie mam z kotami, po dwóch trzech latach wychodzą i nie wracają. Może pies, może sidła? Raz tylko "Dyrektor", tak się wabił, wrócił po pół roku ale tylko po to aby za kilka dni znowu zaginąć.
historia poruszająca, zdjęcie natomiast słabe
ja to widzę tak (pozwoliłem sobie) >
http://i461.photobucket.com/albums/qq338/przem-tm/96673ccd049ee325bbf58d3009be52ff_max.jpg
pouln: wersja pic nie opowiada historii o jego psie... u mnie jego wersja obróbki jest za ciemna i nie pasuje mi do osobowości mojego psa.. Dziękuje wszystkim,którzy dotrwali w tej opowieści do końca..
c.d poniżej..
http://img256.imageshack.us/img256/5008/kopiakopiadsc8792.jpg
Kolejnym wspomnieniem był plener w burzową noc. Tej nocy udowodnił mi, że nawet burza mu nie straszna. Przygotowując się do zrobienia zdjęcia, czyli po otworzeniu klapy bagażnika i ustawieniu aparatu na statywie mój pupil od razu ustawił się w kierunku burzy z zaciekawieniem się jej przyglądając. W pewnym jednak momencie kiedy burza zaczęła zmierzać prosto w naszą stronę popatrzył na mnie swoim przenikliwym spojrzeniem jakby chciał powiedzieć "wystarczy na dzisiaj, zmywajmy się stąd"..
Zdjęcie obrazuje jego prawdziwość-wzrok ciekawy Świata i prawdziwa radość w nim drzemiąca była jego znakiem rozpoznawalnym.. Oto właśnie jest mój prawdziwy Przyjaciel- TUPTUŚ
ja to widzę tak (pozwoliłem sobie) >
http://i461.photobucket.com/albums/qq338/przem-tm/96673ccd049ee325bbf58d3009be52ff_max.jpg
Z przyjemnością przeczytałem.
Mam nadzieję że się odnajdzie